Szydełko w górach
slider1
previous arrow
next arrow

Tatry sierpień 2016

Sierpień 2016 był już dawno temu, ale zmiany w życiu zawodowym spowodowały dramatyczne zmniejszenie ilości czasu wolnego. korzystając z chwili wolnego i przypływu chęci nadrobię to co miało pojawić się prawie 5 miesięcy temu.

  • Janek kiedy my byliśmy w tych górach?
  • Pytanie bonus. Latem.

No dobra latem, w sierpniu.

Wyjazd zaczęliśmy nietypowo, bo od pobytu w schronisku w Dolinie Chochołowskiej. Do Doliny Chochołowskiej nigdy nie pałałam miłością. Uważałam ją za długą, nudną i zapchaną ludźmi. Jedyne co ładne w Chochołowskiej to krokusy w maju.
Moje podejście zmieniło się, gdy zobaczyłam polanę pierwszy raz o wschodzie słońca, bez ludzi i pokrytą unoszącymi się chmurami.

dsc_0217-001

Nasza pierwsza wędrówka odbyła się na trasie Schronisko w Dolinie Chochołowskiej – Dolina Starorobociańska – Swia Przełęcz – Starorobociański Wierch – Siwa przełęcz – Siwe Skały – Ornak – Przełęcz Iwaniacka – Schronisko w Dolinie Chochołowskiej.

zrzut-ekranu-2017-01-07-o-20-54-06

I kilka fotek z naszej trasy.

Zaczynamy od lekkich śpioszków. To w końcu jest 5 rano, a my mamy wakacje 🙂 dsc_0224dsc_0221dsc_0227 dsc_0229Zaczynamy nasz marsz Doliną Starorobociańską. Tak Starorobociańską. Jej nazwa pochodzi od starej roboty, a nie od bociana. Jak dobrze pamiętam to mi ktoś kasę wisi za tę nazwę 🙂
dsc_0239 dsc_0240dsc_0258dsc_0264dsc_0272 dsc_0279Doliną Starej roboty po jakiś trzech godzinach dochodzimy do Siwej Przełęczy. Z niej ruszamy w stronę Siwego Zwornika i Starorobociańskiego Wierchu. Można zauważyć, że robi się coraz więcej chmurek na niebie.
dsc_0297 Na Siwym Zworniku już nic nie widać, a temperatura zaczyna spadać w zaskakująco szybkim tempie. dsc_0322Małe przejaśnienia i naszym oczom ukazują się kozice. Gdzieś czytałam, że to strachliwe i stroniące do ludzi zwierzęta. Te jednak za nic miały sobie naszą obecność i nie chciały zejść ze szlaku. Strachliwa to byłam ja, jak miałam przejść koło nich. Janek nazwał je Stefan i Grażynka. Grażynka zeszła nam z drogi, Stefan się do tego nie kwapił. ale jednak w końcu ruszył swój tyłek i poszedł przeżuwać trawę na skraj szlaku. Kiedy przechodziliśmy obok niego odprowadzał nas wzrokiem wyraźnie niezadowolonym.
dsc_0339 dsc_0340 I szczyt Starorobociańskiego. Podchodziliśmy na niego z Jankiem chyba cztery razy. Za każdym razem coś nas z niego zganiało. Jak nie deszcz, to mgła, albo gwałtowna burza. W końcu w roku 2016 stanęliśmy na jego szczycie. I co?! Co?! Mgła, zimno i g… widać…. Posiedzieliśmy chwilę i zeszliśmy. Jak myślicie co było za godzinę? Oczywiście słońce i piękne widoki. Stary grzyb chyba nas nie lubi. Jest jak Caradhras…

dsc_0341 dsc_0342 dsc_0343Schodząc spotkaliśmy znowu Grażynkę i Stefana.
dsc_0348 dsc_0351 Wróciliśmy na Siwą Przełęcz. Tutaj wiało troszeczkę mniej i można było coś zjeść. Z Siwej ruszamy w stronę Siwych Skał i Ornaku.

dsc_0429[embedyt] http://www.youtube.com/watch?v=7Zdy231sSqE[/embedyt]

dsc_0457 dsc_0516 Po pokonaniu Siwych Skał i Ornaku zeszliśmy na Przełęcz Iwaniacką.dsc_0574

Trzeci dzień naszego pobytu w schronisku przeznaczyliśmy na przejście trasy Grześ – Rakoń – Wołowiec – Jarząbczy Wierch – Kończysty Wierch – Szlak Papieski – Schronisko w Dolinie Chochołowskiej.

zrzut-ekranu-2017-01-07-o-21-22-08

Szlak na Grzesia należy do bardzo przyjemnych. Co prawda na samym początku dość ostro pnie się pod górę, ale potem łagodnieje i wyprowadza nas szczyt, gdzie możemy rozkoszować się pięknymi widokami. 
dsc_0618dsc_0637 Tak prezentuje się przejście przez Rakoń na Wołowiec. Dochodzimy tam tak zwanym Twardym Upłazem.
dsc_0617 Widoki są cudowne. Wejść tam z kocykiem, położyć się i leżeć cały dzień… dsc_0619dsc_0620dsc_0626dsc_0674 dsc_0696Jesteśmy na Wołowcu. Tylko gdzie tabliczka.
Chwila odpoczynku i ruszamy w stronę „Jaszczembczego” Wierchu. Tak Janek nazwał Jarząbczy Wierch i przez całą trasę „Jaszczembczy i Jaszczembczy”. W pewnym momencie sama zwątpiłam jaka jest prawidłowa nazwa tego szczytu 🙂 
dsc_0741 dsc_0750Samo wejście na Jarząbczy było dość długie, ale przyjemne. Najtrudniej było zejść z Wołowca. Szlak strasznie sypki. My tu myślimy gdzie nogę postawić, a obok nas przebiega facet. Tak przebiega, jak by nigdy nic, jak by biegł sobie w parku po trawie. No cóż… Można i tak.

dsc_0009Z zejścia z Wołowca zdjęć nie ma. Trzeba było schować aparat i pilnować się żeby nie spaść. dsc_0046Bardzo przyjemne było przejście Łopaty. Przez ponad dwie godziny spotkaliśmy na tym szlaku tylko dwie osoby. dsc_0048Samo wejście na Jarząbczy Wierch z daleka wygląda na dość męczące, jednak takie nie jest. Szlak pnie się w górę zakosami, dzięki którym wchodzi się na niego dość sprawnie. dsc_0095dsc_0125Widoki ze szczytu rekompensują wszystkie trudy wędrówki.
dsc_0179Schodząc z Jarząbczego Wierchu w stronę Trzydniowiańskiego idziemy bardzo wygodnymi, przyjemnymi ścieżkami.

Trzydniowy pobyt w Dolinie Chochołowskiej uważamy za najlepszą część naszych wakacji.

dsc_0252 dsc_0263

Comments are closed.

Navigate