Ostatni zaplanowany do zrobienia element torby to podszewka. Zadanie to na początku przyprawiało mnie o dreszcze, bo ja nie umiem szyć… Nie umiem i nie lubię… Ręcznie zwłaszcza. Maszyna do szycia oczywiście na stanie w domu jest, ale stoi od lat nie używana, bo nitka jest gdzieś źle zainstalowana i nie szyje… Ehhh…. Wydawało się już że podszewkę będę musiała szyć ręcznie. Na to moje przerażenie tata się odzywa, że skoro kiedyś maszyna szyła to teraz też musi, tylko tą nitkę trzeba dobrze nawlec. Wyciągamy maszynę z szafy, ciężka ona jak smok, nie mija pół godziny a maszyna szyje jak złoto. Stary, dobry Łucznik co lat ma tyle co ja 🙂





