Na pierwszy ogień kończenia tego co nie zostało jeszcze skończone poszła chusta ananasy. Zrobiłam ją na początku wiosny. Kiedy zeszła z drutów nie podobała mi się i trafiła do szafy czekając na lepsze czasy. I tak przeleżała tam aż do teraz zapomniana. Ostatnio szukam czegoś w szafie i moja ręka natrafiła na „coś”. Wygrzebuje to „coś” i myślę „o te szpetne ananasy”. I zwitek trafił do szafy. Dobrze nie zdążyłam szafy zamknąć, a wygrzebałam to „coś” na nowo. „Ile może leżeć i się kurzyć. Trzeba to dokończyć”. Pomyślałam i zrobiłam. Wyprałam ten nie przypominający niczego zwitek, odsączyłam w ręczniki i po godzinie rozpinania uzyskałam takie coś: 
Teraz wygląda to nieco lepiej, jednak nadal coś mi się nie do końca podoba.






Comments are closed.