30 czerwca po pięciu latach wzlotów i upadków, chwil cudownych i jeszcze lepszych, po litrach przelanego w laboratorium kwasu i zasady oraz litrach alkoholu wlanego do gardła w celach społecznych zakończyła się przygoda ze studiami.
Właśnie tego dnia wręczono nam karty absolutoryjne i oficjalnie powiedziano „do widzenia, jesteście dorośli, spełniliśmy swoje zadanie. Teraz musicie radzić sobie sami, wykorzystując to czego was nauczyliśmy”.
Czekałam na ten dzień kiedy zakończą się zajęcia na uczelni bo miałam ich dosyć. Nie chciało mi się już użerać z prowadzącymi i wieloma osobami z roku. Tylko, że jak teraz, kiedy to się skończyło pomyślę że to naprawdę koniec to jakoś tak mi smutno… Bo w sumie denerwujący ci ludzie byli, ale jednak więcej nas przez te lata łączyło niż dzieliło.
Mam nadzieję że koniec studiów nie jest jednoznaczny z zakończeniem wielu znajomości. Liczę na to, że wiele razy spotkamy się i znowu no… Zrobimy to co nam najlepiej wychodziło przez te pięć wspólnych lat 🙂

Tyle dla ludzi, których poznałam. Jednak przede wszystkim należy wspomnieć o moich kochanych rodzicach bez pomocy, których nie byłabym dzisiaj tym kim jestem. To im zawdzięczamy życie, wychowania, wykształcenie i dlatego to im dedykuję moją pracę magisterską i tytuł magistra jaki udało mi się obronić 7 lipca.









Comments are closed.